Krytyka procesów inkwizycyjnych

5/5 - (1 vote)

Jako jeden z pierwszych w Europie krytycznie do skuteczności tortur odniósł się w 1558 roku Bartłomiej Groicki. Twierdził on, że w przypadku przestępców o „twardym przyrodzeniu” tortury okażą się nieskuteczne, natomiast osoby słabsze mogą pod ich wpływem dopuścić się krzywoprzysięstwa, potwierdzając wszystkie stawiane im zarzuty. Podwójci krakowski zwracał uwagę na konieczność stosowania tortur z litością, rozsądkiem i uwagą, aby nie narazić na szwank zdrowia niewinnego człowieka. Kolejne dowody krytyki odnajdujemy w źródłach z lat siedemdziesiątych XVI wieku, kiedy to Jan Kirstein w dziele „O prawie i fałdrowaniu” podważył wartość badania czarownic metodą bolesną. Stanisław Waltoś wskazuje jednak, że Kirstein, piszący pod pseudonimem Cerasinus, wydał swoją książkę już w 1557 roku, uznając go za pierwszego koryfeusza krytyki stosowania i skuteczności tortur. Autor ten piętnował stosowanie mąk przed wydaniem wyroku, argumentując, że w razie orzeczenia niewinności nikt nie jest w stanie naprawić wyrządzonych szkód – argument ten powtórzył ponad trzysta lat później Cesare Beccaria.

Pierwsze głosy sprzeciwu wobec procesów o czary pojawiły się na zachodzie Europy i, podobnie jak same procesy, dotarły do Polski z pewnym opóźnieniem. W 1583 roku Johannes Wier (Wierus), nadworny lekarz księcia Wilhelma z niemieckiego księstwa Kleve, opublikował książkę „O mamieniach demonów, jako też o czarach i otruciach”. Dzieło to wymierzone było przeciwko „Młotowi na czarownice” i rozpowszechnianym przez ten podręcznik błędom. Wierus, jako praktyk i myśliciel, krytykował domniemaną, wszechogarniającą moc szatana, proponując proste rozwiązania w walce z jego zakusami. Przykładowo, w przypadku masowych opętań w klasztorach żeńskich doradzał izolację sióstr zamiast egzorcyzmów, które jego zdaniem jedynie zaostrzały przebieg choroby. Twierdził, że czarownice są nieświadomymi ofiarami podszeptów szatana, w przeciwieństwie do czarnoksiężników, którzy dobrowolnie podpisywali cyrograf. Całe polowanie na czarownice nazywał wojną ze starymi, bezbronnymi kobietami, a sędziom zarzucał, że pozwalają sobą manipulować diabelskim mocom.

Kolejne głosy sprzeciwu pochodzą z lat trzydziestych XVII wieku, kiedy to swoje dzieło „Cautio criminalis” wydał jezuicki poeta i pisarz Fryderyk von Spee. Zakonnik ten skupił się na tym, jak powinni postępować ludzie odpowiedzialni za ściganie przestępstwa czarów, poruszając kwestie słuszności stosowania tortur, poszlak dowodowych oraz roli denuncjacji. Dzieło skierował do świeckich i duchownych książąt Rzeszy, licząc na ich reakcję wobec okrucieństwa i niesprawiedliwości dokonywanych w ich imieniu. W Polsce ważną datą w historii krytyki procesów o czary był rok 1639, kiedy w poznańskiej drukarni Wojciecha Regulusa ukazała się książeczka Daniela Wisnera pod tytułem „Tractatus brevis de extramagis…”. Najciekawszym jej fragmentem jest część dotycząca stosowania tortur. Wisner twierdził, że skierowanie na tortury jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy sędzia ma pewność co do winy oskarżonego; samo przyznanie się nie wystarczało, musiały istnieć inne dowody. Do kaźni należało uciekać się tylko *in subsidium* i nie należało darzyć ich pełnym zaufaniem. Autor krytykował pochopność i brak doświadczenia sędziów, którzy bez namysłu skazywali ludzi na męki na podstawie doniesienia lub powołania przez inną oskarżoną. Podkreślał niemożność wydania wyroku skazującego wyłącznie na podstawie powołania, które nie mogło stanowić pełnego dowodu winy, gdyż zeznanie uzyskane torturami było rodzajem wymuszenia. Zdaniem Wisnera, osoba powołana powinna mieć możliwość oczyszczenia się z zarzutu, a nie być poddawana mękom. Krytykował także zagraniczny autorytet Jeana Bodina w kwestii skuteczności próby łez, dowodząc, że wstrzymywanie płaczu pod presją fizyczną i psychiczną jest objawem normalnym. Nakazywał sędziom ścisłe trzymanie się przepisów, wyprzedzając tym samym zasadę *nulla poena sine lege*. Traktat Wisnera, napisany specyficznym językiem prawniczym i po łacinie, był skierowany do wykształconych prawników i posługiwał się autorytetami z zakresu prawa, przez co nie mógł w pełni zrealizować celów dydaktycznych, gdyż krytykował głównie urzędników w małych miasteczkach i wsiach, gdzie znajomość łaciny nie była powszechna.

W tym samym 1639 roku Wojciech Regulus wydał anonimowe dzieło „Czarownica powołana”. Karol Koranyi, a za nim Bohdan Baranowski, przypuszczają, że autorem był sam typograf. Książka ta, skierowana do szerszego kręgu odbiorców, nie opierała się na materiale prawniczym, lecz na ogólnej literaturze o czarach. Napisana w języku polskim, lekkim i przystępnym stylem przeplatanym przykładami, cieszyła się niesłabnącą poczytnością przez ponad sto lat. Autor nie występował przeciwko istocie procesów o czary i nie podważał nauki Kościoła, lecz piętnował nadużycia i bezprawie. W trzynastu rozdziałach wyjaśniał wątpliwe kwestie, odróżniając sektę czarownic od znacznie liczniejszych „zabobonnic”. Kobiety stosujące nieszkodliwe praktyki magiczne, jak lanie wosku czy noszenie amuletów, powinny według niego podlegać pokucie i spowiedzi, a nie karze. Postulował rozdzielenie znamion średniowiecznego i nowożytnego przestępstwa czarów oraz ich osobne sądzenie. Krytykował polskie sądy za skazywanie na śmierć, powołując się na konstytucję sejmową z 1543 roku, która przyznawała jurysdykcję w tych sprawach sądom kościelnym. Choć przedstawiał kobiety jako płeć słabszą i narażoną na podszepty diabła, krytykował część obiegowych opinii rodem z „Młota na czarownice”. W kwestiach proceduralnych sprzeciwiał się śledzeniu podejrzanych, nadużywaniu tortur oraz brakowi wykształcenia i sumienia sędziów, którzy wymuszali fałszywe zeznania. Potępiał pławienie czarownic jako zabobon zakazany przez Kościół. Twierdził, że lepiej uwolnić sto winnych czarownic niż skazać jedną niewinną. Do zastosowania tortur wymagani byli świadkowie i dowody zbrodni, a nie zwykła plotka czy samo powołanie. Wskazywał również na obowiązek zapewnienia oskarżonej obrońcy. Nie ma dowodów, by autor znał dzieło von Spee, a książka na pewno nie była jego przekładem ani przeróbką.

Krytycznie o nadużyciach wypowiadali się także przedstawiciele kurii, czego przykładem jest „Instrukcja rzymska…” napisana przez Floriana Czartoryskiego w 1669 roku (Bohdan Baranowski błędnie podaje rok 1648). Dzieło to stało na stanowisku, że sądy świeckie mogą orzekać w sprawach o czary dopiero po uprzednim wyroku sądu duchownego. W pierwszej połowie XVIII wieku nadużycia zwalczał również bernardyn Serafin Gamalski w książce „Przestrogi duchowne sędziom inwestygatorom i instygatorom czarownic”. Jako spowiednik spotykał on wiele kobiet skazanych na śmierć, które zapewniały go o swojej niewinności. Gamalski nie podważał samej idei polowań na czarownice, lecz piętnował niekompetencję sędziów, którzy sami stawali się ofiarami diabelskich ułud, skazując niewinnych. Diabła uważał za inspiratora tych procesów. Jego praca, będąca kompilacją „Czarownicy powołanej” i „Instrukcji rzymskiej”, dzięki kaznodziejskiemu tonowi trafiła do szerokich kręgów społecznych. Gamalski dowodził, że inkwizytorom nie wolno używać tortur bez zgody biskupa ani na podstawie błahych podejrzeń. Krytykował brak przerw w mękach, ignorowanie czynników wyłączających z tortur oraz uniemożliwianie apelacji. Baranowski przypisuje Gamalskiemu także autorstwo prymitywnego utworu wierszowanego „Wódka z eliksjerem…”, w którym wyszydzano gusła, łatwość wszczynania procesów, pławienie i wymuszane torturami powołania.

Aktywnym zwolennikiem powrotu spraw o czary pod jurysdykcję kościelną był biskup chełmiński Andrzej Załuski, który w 1745 roku wyjednał u króla Augusta III odpowiedni reskrypt. W 1766 roku wydał on dzieło „Objaśnienie błędami zabobonu zarażonych…”, w którym opisał niegodziwość i omylność próby pławienia. Żądał przedstawiania oczywistych i naturalnych dowodów, odrzucając procesy oparte na pogłoskach czy nienaturalnych próbach. Przeciwko pławieniu oraz próbom ognia i żelaza wypowiadał się także Franciszek Bohomolec. Jego dzieło „Diabeł w swojej postaci” z 1772 roku miało ogromne znaczenie dla szerzenia krytycznego myślenia o procesach. W pierwszej części utworu piętnował on koncepcję satanistycznej magii, w tym sabaty, loty i stosunki z szatanem, co znalazło również wyraz w jego dramatach, takich jak „Upiry” czy „Czary”.

Krytyka procesów inkwizycyjnych w refleksji teologicznej, prawnej i historycznej

Krytyka procesów inkwizycyjnych stanowi ważny nurt refleksji nad dziedzictwem średniowiecznego i wczesnonowożytnego Kościoła, ujawniając napięcia między ideałem ewangelicznym a praktyką instytucjonalną. Już współcześni inkwizycji obserwatorzy dostrzegali problematyczne aspekty jej funkcjonowania, choć ich głosy często pozostawały marginalne wobec dominującego paradygmatu obrony jedności wiary. Krytyka ta zyskiwała na sile wraz z rozwojem nowoczesnej świadomości prawnej, teologii moralnej oraz idei godności osoby ludzkiej.

Jednym z podstawowych zarzutów wobec procesów inkwizycyjnych była ich proceduralna asymetria, polegająca na uprzywilejowanej pozycji oskarżyciela i znacznym ograniczeniu praw oskarżonego. Proces inkwizycyjny, oparty na zasadzie wszczęcia postępowania z urzędu, dopuszczał anonimowe donosy i tajność świadków, co sprzyjało nadużyciom oraz osobistym porachunkom. Krytycy wskazywali, że taka konstrukcja procesu narusza elementarne poczucie sprawiedliwości, nawet w ramach średniowiecznych standardów prawnych.

Istotnym przedmiotem krytyki było również stosowanie przymusu, w tym tortur, jako środka dochodzeniowego. Podważano nie tylko ich moralną dopuszczalność, lecz także wartość poznawczą. Wielu myślicieli zauważało, że ból prowadzi częściej do fałszywych zeznań niż do ujawnienia prawdy, co czyniło proces inkwizycyjny wewnętrznie sprzecznym z jego deklarowanym celem. Krytyka ta z czasem znalazła odzwierciedlenie w zmianach proceduralnych oraz w stopniowym ograniczaniu użycia przemocy.

Z teologicznego punktu widzenia szczególnie problematyczna była relacja między miłosierdziem a karą. Chrześcijaństwo głosi Boga miłosiernego, który pragnie nawrócenia grzesznika, a nie jego potępienia. Krytycy procesów inkwizycyjnych wskazywali, że instytucjonalna logika ścigania herezji często prowadziła do utraty tego wymiaru, zastępując troskę duszpasterską mechanizmem represji. W ten sposób praktyka inkwizycyjna mogła zacierać ewangeliczne przesłanie, które miała chronić.

W okresie nowożytnym krytyka procesów inkwizycyjnych została wzmocniona przez rozwój filozofii politycznej i teorii praw naturalnych. Myśliciele tacy jak Monteskiusz czy Voltaire uczynili z inkwizycji symbol nadużycia władzy religijnej i braku tolerancji. Choć ich oceny bywały uproszczone i nacechowane polemicznie, odegrały istotną rolę w kształtowaniu nowoczesnego rozumienia wolności sumienia i rozdziału władzy religijnej od świeckiej.

Współczesna krytyka procesów inkwizycyjnych ma charakter bardziej zrównoważony i analityczny. Teologia historyczna oraz historia Kościoła starają się odróżnić intencje od skutków oraz ideały doktrynalne od praktyki instytucjonalnej. Podkreśla się, że inkwizycja była wytworem swojej epoki, jednak jednocześnie uznaje się realne cierpienie ofiar i moralną odpowiedzialność instytucji. Ta postawa krytycznej pamięci nie służy potępieniu przeszłości, lecz pogłębieniu samoświadomości Kościoła.

Krytyka procesów inkwizycyjnych prowadzi ostatecznie do refleksji nad granicami władzy w sprawach wiary. Historia inkwizycji ukazuje, że utożsamienie prawdy religijnej z przymusem instytucjonalnym prowadzi do jej zniekształcenia. W tym sensie krytyczna ocena procesów inkwizycyjnych stała się jednym z fundamentów współczesnego nauczania Kościoła o wolności religijnej, dialogu i poszanowaniu godności osoby ludzkiej.

Dla osób szukających gotowej pracy dyplomowej z teologii polecamy serwis gotowe prace z teologii. Mnóstwo prac z różnych kierunków.

Dodaj komentarz